Są takie miejsca pracy, w których trudno mówić o stałych godzinach, przewidywalnym planie dnia czy spokojnym sezonie. W gospodarstwie rolnym rytm wyznaczają zwierzęta, pogoda i natura. Każdy dzień może przynieść coś innego - od zwykłej pracy w oborze, przez opiekę nad stadem na pastwisku, aż po momenty, w których liczy się szybka reakcja i doświadczenie.
W drugim odcinku serii Ambasadorzy WorkStyle odwiedzamy Gospodarstwo Brandys, prowadzone przez Jolę i Tomka.
W 2014 roku przejęli gospodarstwo po rodzicach Joli. Wtedy były w nim dwie krowy i kilka świń. Dzisiaj hodują ponad 60 sztuk bydła rasy Blonde d’Aquitaine.
Za tą zmianą stoi kilkanaście lat codziennej pracy. Pracy, która bywa wymagająca i stresująca, ale potrafi też dawać ogromną satysfakcję.
Od dwóch krów do dużego stada
Prowadzenie gospodarstwa nie zaczęło się od zera. Jola i Tomek przejęli miejsce z historią, a później zaczęli rozwijać je po swojemu.
– Jak zaczęła się Twoja historia z tym, czym dziś się zajmujesz?
Razem z mężem Tomkiem przejęłam gospodarstwo rolne moich rodziców w 2014 roku. Przejęliśmy je z dwiema krowami i kilkoma świniami. Dzisiaj cieszymy się pięknym stadem bydła rasy Blonde d’Aquitaine, które liczy ponad 60 sztuk.
Zmieniła się skala, ale większe stado oznacza też znacznie więcej obowiązków. Zwierzęta wymagają opieki niezależnie od dnia tygodnia, pogody czy tego, czy akurat trwa najbardziej intensywny moment sezonu.

Najlepiej na pastwisku
Duża część codzienności to praca w oborze, ale w sezonie życie gospodarstwa przenosi się również na pastwiska.
I właśnie tam Jola czuje się najlepiej.
– Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Zdecydowanie najbardziej lubię być na pastwisku. Widok stada otoczonego zielonymi pastwiskami rozczula moje serce i daje mi poczucie spełnienia.
To jeden z tych obrazów, które z zewnątrz mogą wyglądać po prostu sielsko. Za spokojnie pasącym się stadem stoją jednak codzienna opieka, obserwacja zwierząt i mnóstwo pracy wykonywanej przez cały sezon.
– Co jest w niej najtrudniejsze?
Każdy sezon jest wymagający i stresujący. Każdy dzień przynosi też nowe wyzwania, a razem z nimi wymagające warunki pracy.
W hodowli nie wszystko można dokładnie zaplanować. Są rzeczy zależne od pogody, kondycji zwierząt czy przebiegu wycieleń. Dlatego obok doświadczenia potrzebne są ciągła czujność i gotowość na zmianę planów.

Dobrze wykonana robota widać po stadzie
W warsztacie efekt pracy można zobaczyć w gotowym produkcie. W gospodarstwie mierzy się go trochę inaczej.
Szczególnie ważny jest sezon wycieleń. To wtedy wiele miesięcy opieki nad zwierzętami znajduje swój najbardziej namacalny finał.
– Co dla Ciebie oznacza „dobrze wykonana robota”?
Nic nie cieszy mnie tak, jak szczęśliwy poród mamki i zdrowe cielaki po sezonie wycieleń. To daje ogromną satysfakcję i poczucie, że cały wysiłek miał sens.
Nie chodzi więc wyłącznie o to, ile rzeczy udało się zrobić danego dnia. W gospodarstwie rezultat codziennej pracy widać przede wszystkim w kondycji i dobrostanie zwierząt.
– Czego nauczyła Cię Twoja praca?
Każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Każdy sezon jest wymagający i stresujący, ale jednocześnie daje ogromną satysfakcję. To praca, w której cały czas trzeba być gotowym na to, że wydarzy się coś, czego wcześniej nie dało się przewidzieć.

Rzeczy, które muszą sprawdzać się każdego dnia
Praca przy ponad sześćdziesięciu sztukach bydła potrafi szybko zweryfikować rzeczy, które dobrze wyglądają tylko w teorii. Dotyczy to sprzętu, ale również odzieży.
W oborze i na pastwisku ubranie robocze musi przede wszystkim pozwalać swobodnie się ruszać, wytrzymywać intensywne użytkowanie i po prostu nie przeszkadzać podczas pracy.
Kiedy pytamy o element garderoby, odpowiedź przychodzi od razu.
– Jaki produkt Carhartt jest Twoim ulubionym / którego używasz najczęściej i dlaczego?
Zdecydowanie moje ogrodniczki! To od nich zaczęła się moja przygoda z Carhartt. Są funkcjonalne, wytrzymałe i co najważniejsze - wygodne. A to, że przy tym pięknie wyglądają, jest tylko dodatkiem.
Uwielbiam również bluzy, czapki i obuwie. Właściwie zazwyczaj cała jestem ubrana w Carhartt. Na ten moment nie wyobrażam sobie innych ubrań roboczych. Są ze mną zawsze.
Przy pracy, która raz prowadzi do obory, innym razem na pastwisko, a każdego dnia oznacza ruch i kontakt ze zwierzętami, wygoda nie jest dodatkiem. Jest jedną z podstaw.

Poza gospodarstwem
Przy hodowli zwierząt granica pomiędzy pracą a resztą dnia nie zawsze jest wyraźna. Gospodarstwo żyje własnym rytmem, a zwierzęta nie znają weekendów ani wolnych popołudni.
Historia Gospodarstwa Brandys dobrze pokazuje, jak dużo może zmienić się przez kilkanaście lat konsekwentnej pracy. Od dwóch krów i kilku świń do ponad sześćdziesięciu sztuk bydła Blonde d’Aquitaine. Od przejętego po rodzicach gospodarstwa do miejsca rozwijanego wspólnie przez Jolę i Tomka.
Nie oznacza to, że kolejne sezony stają się łatwe. Nadal są stresujące, wymagające i pełne niespodzianek.
Ale są też momenty, które wynagradzają wysiłek: zielone pastwisko pełne zwierząt, udany poród i zdrowe cielęta.
I chyba właśnie najlepiej opisuje to pracę Joli - dużo odpowiedzialności, codziennych wyzwań i wysiłku, którego często nie widać z zewnątrz. A obok tego satysfakcja, którą trudno pomylić z czymkolwiek innym. Codzienności Gospodarstwa Brandys możecie zobaczyć na Instagramie @czosnkuwianek